Jadąc do pracy czasem lubię posłuchać radia i nie tak dawno padło na Poranek Radia TOK FM gdzie u Dominiki Wielowieyskiej wymądrzał się prof. Marek Góra – niestrudzony i nieustający w wysiłkach ekspert od  reformy emerytur.
A tam słyszę teksty z kategorii " odlot zupełny", że np. wydłużenie wieku emerytalnego w konsekwencji doprowadzi do zmniejszenia bezrobocia wśród osób starszych albo, że 67 lat to i tak zbyt mało, bo młodzi ludzie nie będą chcieli pracować na emerytury starszych obywateli itp. „złote myśli”.
W tej sytuacji aż ciśnie się na usta następujące pytanie: Szanowny Panie „reformatorze”, a guzik to przyszłych emerytów obchodzi, przecież na coś się z nimi państwo umawiało kiedy była wprowadzana reforma emerytalna na mocy ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych ?
Reforma ta zakłada, że osobom urodzonym po 1998 r. ZUS obliczy emeryturę według nowych zasad i emerytura będzie przysługiwała po osiągnięciu wieku: kobiecie - od 60, a mężczyźnie - od 65 roku życia.
Pamiętam jak obiecywano  przyszłym emerytom, że emerytura według nowych zasad, a szczególnie zapisanie się do OFE zagwarantuje im dostęp do wielkich luksusów (słynne wczasy pod palmami), tymczasem prawda okazała się zupełnie inna.
Emerytura z dwóch obowiązkowych filarów będzie niższa, niż świadczenia wypłacane do tej pory przez ZUS. W najlepszym wypadku wynosić będzie niespełna. 60% zarobków. Wskaźnik ten będzie tym mniejszy im miał wyższe zarobki przyszły emeryt.
Ponadto bodajże do 2003 roku mężczyzna mógł przejść na wcześniejszą (90%) emeryturę po przepracowaniu 35 lat  a potem po 40 latach pracy bez względu na wiek.
Urodzeni przed 1 stycznia 1949 r. mężczyźni mieli szanse na emeryturę w wieku 60 lat i już wprowadzenie bezwarunkowego przechodzenia mężczyzn na emeryturę w wieku 65 lat odbierane było jako wielka niesprawiedliwość i nierówne traktowanie ze względu na wiek i płeć przyszłych świadczeniobiorców.
W związku z tym w jakiej sytuacji stawiani obecni pięćdziesięciokilkuletni mężczyźni którzy niekiedy  przepracowali ok. 40 lat oraz  zgromadzili 700-900 tys. zł kapitału początkowego i z prawdopodobieństwem sięgającym 50% mogą emerytury  w ogóle nie dożyć lub w cieszyć się nią zaledwie 4 lata bo tyle średnio przyjdzie im żyć ?  W tym czasie mogą (ci co dożyją) wykorzystać zaledwie ok.10% tego co odłożyli na starość w ZUS i OFE a istotą reformy emerytalnej w 1999 roku było przecież przypisanie konkretnych pieniędzy do konkretnych osób.
Zamiast kolejny raz „okradać” przyszłych emerytów lepiej wyrównać wiek emerytalny rozpoczynających pracę kobiet i mężczyzn do 65 lat, znieść przywileje emerytalne wszystkim grupom zawodowym, oraz bardziej zacząć oszczędzać.
Największym problemem jednak nie jest  wiek emerytalny ale zaufanie do państwa oraz kolejne „wystawienie do wiatru” przyszłych emerytów, którym zmienia się kolejny raz reguły w czasie gry i jedyną realną alternatywą dla nich na najbliższe lata (do emerytury) może być umieranie, albo śmietniki.

Zdaniem wielu prawników z którymi rozmawiałem wydłużenie wieku emerytalnego w proponowanym kształcie może być rozwiązaniem niekonstytucyjnym gdyż zakłada nierówne traktowanie różnych grup przyszłych emerytów, oraz narusza  prawa nabyte ubezpieczonych dotyczące prawnie gwarantowanego przez wiele lat płacenia składek wieku emerytalnego.